Włochy

Palermo

palermo

Ruch w Palermo bardziej przypominał nam Azję niż Europę. Tuk tuki i głośne targi z przekrzykującymi się sprzedawcami to raczej nie typowo europejski „krajobraz”. Palermo zaskoczyło nas swoją energią i była to miłość od pierwszego wejrzenia. Chaos charakteryzujący miasta południowych Włoch elektryzuje i wciąga, a Palermo dosłownie nas pochłonęło.

Nie mieliśmy na Palermo żadnego konkretnego planu, uznaliśmy, ze najlepsze rozwiązanie, zwłaszcza po wypełnionym po brzegi grafiku, który mieliśmy w Rzymie. I faktycznie lepiej nie mogliśmy tego zrobić, bez celu włóczyliśmy się ulicami, odwiedzaliśmy targi, sprawdzaliśmy jak smakuje Palermo i mijaliśmy kolejne zabytki.

Po zrzuceniu walizek do hotelu pognaliśmy na targ. Pierwszym na który trafiliśmy był targ Ballaro. Stare miasto Palermo dzieli się na cztery dzielnice (Capo, Vucciria, Kalsa i Albergheria) i praktycznie każda z nich ma swój własny targ. Targi w większości maja centralny punkt zlokalizowany na placu, jednak wiele straganów wrzyna się w otaczające plac uliczki. Większość z nich działa do południa, a wieczorem odżywa na nowo z tą różnicą, że wieczorem sprzedaje się głównie gotowe dania. Po wejściu na Ballaro zobaczyliśmy stoisko z dobrze wyglądającymi owocami morza podanymi na małych, plastikowych talerzykach. Para buchała z ogromnego gara przy stoisku, a sprzedawca wyciągał z niego świeżo gotowane ośmiornice. Skusiliśmy się na anchovis i plasterki ośmiornicy podane w najprostszy możliwy sposób- z oliwą, cytryną i pietruszką. Były to jedne z najlepszych anchovis jakie jedliśmy, słone i bez ani jednej osteczki, a porcja kosztowała zaledwie dwa euro. Na targu było głośno i gwarno, szwendając się miedzy straganami zaopatrzyliśmy się w mieszanki ziół, które zawsze przywozimy z Włoch. W wielu miejscach widzieliśmy pakowane próżniowo sery, szynki, oliwki, a nawet pistacje i kapary, co daje możliwość bezproblemowego transportu.

Z targu nogi poniosły nas do knajpy Antica Focacceria San Francesco, która jest podobno najstarszą w mieście, a jej wystrój został w dużej mierze zachowany w oryginale. Pochłonęliśmy tam pane con milzo, czyli bułkę ze śledzioną oraz pizze sfincione, czyli sycylijska. Buła była bajecznie tania, kosztowała jedyne 2,5, a wypełniona została po same brzegi. Za pizzę daliśmy 3,5, a pokrywały ją tylko pomidory i cebula, to tylko daje kolejny argument do tego, żeby przekonać się do podrobów.

Po zakupach i jedzeniu postanowiliśmy wrócić na chwilę do domu, nasze nogi potrzebowały odpoczynku. W Rzymie w ciągu trzech dni przeszliśmy 60 kilometrów, a odciski na stopach (brawa dla nas za niewygodne buty) wymuszały odpoczynek. Sami w sumie tez marzyliśmy o chwili relaksu, a widok z balkonu mieliśmy naprawdę zacny. Czas umililiśmy sobie oliwkami, serem, winem i najlepszą bagietką z sezamem. Nie żebyśmy chwilkę wcześniej coś jedli, nasze żołądki na wyjeździe nie mają dna.

Administratorka naszego hotelu- przemiła Barbara wręczyła nam mapki z zaznaczonymi co ciekawszymi miejscami. Jak sama zauważyła Palermo to miasto, gdzie jest trochę zabytków do zobaczenia i trochę miejsc relaksu. Na tym pierwszym skupilibyśmy się pewnie przy dłuższej wizycie, jeden dzień idealny był na relaks. Zaczęliśmy od Quattro Canti, placu ze ściętymi rogami budynków przy którym znajdują się cztery barokowe pałace . Stamtąd mieliśmy już dwa kroki na Plac Piazza Pretoria przy którym znajduje się fontanna Pretoria, czyli Fontanna Wstydu. Na placu byliśmy otoczeni z każdej strony przez barokowe kopuły, które mieniły się w południowym słońcu. Zderzenie dwóch kultur, europejskiej i arabskiej jest w Palermo wyraźne i tworzy niepowtarzalny klimat miasta.

Zamkniętą dla ruchu kołowego ulicą Via Vittorio Emanuele ruszyliśmy na spacer po mieście. Po drodze minęliśmy katedrę, która jest ogromna i robi niesamowite wrażenie. Przespacerowaliśmy obok parku Villa Bonano i przeszliśmy przez główną bramę miasta Porta Nuova. Na horyzoncie majaczył nam Zamek Królewski, a my skierowaliśmy się w stronę Teatro Massimo. Przy operze zrobiliśmy sobie krótki przystanek na kawę i powoli ruszyliśmy zgłębiać jeszcze nie odkryte zakamarki. Kilku godzinny spacer zakończyliśmy w porcie. Nie jest to najbardziej porywające miejsce, ale zdecydowanie można się tam zrelaksować popijając chłodne Grilo w jednej z knajpek kiedy morska bryza rozwiewa włosy.

Palermo trzeba zobaczyć też z góry, błyszczące złoto-zielone barokowe kopuły górują ponad dachami, a w oddali rysują się okoliczne góry. Nie żałujemy wydanych na nocleg pieniędzy, bo cały wieczór spędziliśmy na tarasie z kieliszkiem wina delektując się niesamowitym widokiem. W Palermo można biegać od zabytku do zabytku, a można też zwyczajnie siedzieć i napawać się atmosferą tego nieszablonowego miasta.

quattro canti

Quattro Canti

fontanna pretoria

Fontanna Pretoria

palermo

Kościół Santa Maria dell’Ammiraglio

Kościół Santa Maria dell’Ammiraglio

Kościół Santa Maria dell’Ammiraglio

palermo

palermo

palermo

ballaro

ballaro

Targ Ballaro

Convento San Domenico

 Convento di San Domenico

Convento San Domenico

palermo

quattro canti

Quattro Canti

Palermo Katedra

Katedra

Palermo Katedra

Palermo Katedra

palermo

palermo

teatro massimo

Teatro Massimo

palermo

Kościół Santa Maria dell’Ammiraglio

Kościół Santa Maria dell’Ammiraglio

palermo

palermo

palermo

palermo