los gigantes
Hiszpania

Teneryfa – Los Gigantes i Masca

masca

Ostatni dzień pobytu na Teneryfie był równie intensywny co pozostałe. Zwykle w dniu wylotu stawiamy na relaks i nie wypuszczamy się już na żadne dalsze wycieczki. Nasz lot był dopiero wieczorem, więc nie mogliśmy przepuścić okazji do zobaczenia czegoś nowego, zwłaszcza, że nie zaliczyliśmy jeszcze dwóch miejsc wymienianych przez każdy blog i każdy przewodnik turystyczny. Mowa o Los Gigantes i położonej w górach Masce.

Los Gigantes to jak sama nazwa wskazuje gigantyczne klify położone przy miasteczku o tej samej nazwie. Dawid był na Teneryfie już dwa razy kilka lat wcześniej, więc nie był to dla niego nowy widok. Los Gigantes są warte zobaczenia, ale jakoś ciężko nam powiedzieć, żeby były powalające, zwłaszcza po tym wszystkim co widzieliśmy na Teneryfie wcześniej.

los gigantes

Przespacerowaliśmy się po miasteczku, a że zbliżała się pora karmienia wstąpiliśmy do kawiarni Panaderia Pastelaria na baraquito i sernik. Trzeba przyznać, że idealne baraquito piliśmy tylko w dwóch miejscach na Teneryfie i to właśnie było jedno z nich. Baraquto to drink kawowy układany warstwowo na który składa się oczywiście kawa, mleko skondensowane, spienione mleko oraz likier kawowy (zazwyczaj Tia Maria). Sernik też zdecydowanie zasługiwał na uwagę, idealnie kremowy rozpływał się w ustach!

Panaderia Pastelaria

los gigantes
Po kawce i ciastku ruszyliśmy w dalszą drogę, niestety był to dzień najgorszej pogody w czasie naszego pobytu na wyspie, wisiały nad nami chmury i kropił deszcz. Obawialiśmy się trochę tego co będzie w położonej w górach Masce i niestety się nie pomyliliśmy.

Masca nazywana jest Machu Picchu Teneryfy i coś w tym jest. Wioska położona w górach, otoczona soczystą zielenią przywodzi na myśl Machu Picu. Osławiona jest także droga dojazdowa do wioski, wszędzie można przeczytać o jej krętości i ekstremalnych wrażeniach w czasie przejazdu. Naszym zdaniem droga faktycznie jest kręta i wąska, ale nie takimi zdarzało nam się już jeździć. Największym problemem są niestety autobusy i strachliwi, niedoświadczeni kierowcy jeżdżący bardzo szeroko.

Nad Mascą niestety siedziały gęste chmury i jak widać na zdjęciach nie ujrzeliśmy oceanu. Z Maski można udać się na trekking trasą prowadzącą na plażę Playa de Masca. Niestety wiedzieliśmy, że w czasie naszego wyjazdu nie będzie to możliwe ze względu na ulewne deszcze, które wystąpiły kilka dni przed naszym przyjazdem. Od szweda, którego podwoziliśmy z Maski do miejscowości położonej kilka kilometrów dalej dowiedzieliśmy się, że trasa jest zamknięta ze względu na to, że kilka dni temu na plaży utknęła grupa turystów (zastał ich mrok) i konieczne było organizowanie im akcji ratunkowej.

To były nasze ostatnie chwile na Teneryfie i bardzo ciężko było nam się z wyspą pożegnać. Trzeba przyznać, że klimat i atmosfera tego miejsca sprawiły, że zaczęliśmy myśleć o Teneryfie jak o idealnym miejscu do życia. Los Gigantes i Masca były dobrym podsumowaniem wyjazdu, ale trzeba pamiętać, że Teneryfa to nie tylko te dwa miejsca.

Masca

Masca

Masca

Masca

Masca

Masca

Zdjęcie zrobione w czasie poprzedniej wizyty Dawida na wyspie