Z WIZYTĄ U BUDDY – KANDY

Kandy położone jest w centralnej części Sri Lanki i jest centrum wyspy zarówno z geograficznego, jak i religijnego punktu widzenia. Do miejscowości, której nazwę wymawialiśmy podobnie jak angielskie słowo „słodycze” dojechaliśmy taksówką wprost z lotniska w Kolombo.  Można więc powiedzieć, że podróż po Cejlonie zaczęliśmy od wizyty u Buddy.

Jak już wspomnieliśmy podróż po Sri Lance zaczęliśmy na bogato, czyli taksówką prosto z lotniska do pensjonatu. Choć odległość nie jest duża, bo lotnisko i Kandy dzieli jakieś 110 kilometrów to stan dróg nie powala. Dojechanie na miejsce zajęło nam około 2 godziny, a taksówki w tym kraju są na tyle tanie, że nie był to dla nas straszny wydatek. Dodatkowo trzeba przyznać, że taksówka była najszybszym i najłatwiejszym do zorganizowania środkiem transportu z Kolombo do Kandy.

Pierwszego dnia, zmęczeni podróżą, nie porywaliśmy się na dalekie wojaże, a jedynie na spacer po okolicy. Z pensjonatu wyruszyliśmy do centrum Kandy, którego charakterystycznym punktem jest jezioro. Na nim znajduje się niewielka, sztuczna wysepka, a obejście jest bardzo zadbane. Pierwsza podróż do Azji „egzotykę” zapewniła nam już pierwszego dnia- na brzegu jeziorka wylegiwały się legwany, do zdjęcia ustrzeliliśmy też pelikana. Za punkt honoru na Sri Lance założyliśmy sobie spróbowanie duriana. Nie był to najlepszy pomysł, bo koniec września to nie sezon, więc durian kosztował nas niemały majątek.  Mówiąc szczerze durian sam w sobie przez cały rok jest drogi, co jest dziwne patrząc na jego specyfikę. Najbardziej śmierdzącego owocu świata spróbowaliśmy kryjąc się w krzakach na boisku piłkarskim. Duriana absolutnie nie można wnosić do hoteli ze względu na okrutny smród. W zasadzie to pokazywanie się z nim gdziekolwiek i manifestacja zamiaru jego zjedzenia raczej nie jest mile widziana. Smak nie był w sumie wiele lepszy niż zapach, opisując pokrótce durian to połączenie majonezu, surowego mięsa z owocowo-kwiatową nutą na zakończenie. Co widza w nim Azjaci? Tej tajemnej wiedzy nie zgłębili jeszcze prawdopodobnie najstarsi Indianie.

kandy

kandy

Świątynia Zęba

Kolejnego dnia wybraliśmy się do Świątyni Zęba, dzięki której Kandy uważane jest za religijne centrum Sri Lanki. Nazwa nie wzięła się z kosmosu- według legendy w Świątyni znajdują się relikwie samego Buddy, a dokładnie, jak nie ciężko się domyślić, jego ząb. W 98’ roku na terenie świątyni doszło do zamachu zorganizowanego przez Tamilskie Tygrysy. Sri Lankę trawiła wtedy wojna domowa na tle etnicznym.  Z powodu zamachu od tego czasu na wejściu do świątyni przeprowadza się kontrolę bezpieczeństwa podobną do tej na lotniskach. Pytanie o wojnę i bezpieczeństwo słyszeliśmy przez wyjazdem niezwykle często. Wojna zakończyła się w roku 2009, a nasza podróż przypadała 5 lat później, jednak jako turyści czuliśmy się w pełni bezpiecznie i tylko kontrola przypominała o przykrych wydarzeniach z niedawnej przeszłości. Nie wiemy niestety jak kwestie bezpieczeństwa mają się na północy kraju, która zamieszkiwana jest przez mniejszość tamilską.

Na Sri Lance byliśmy jeszcze typowymi świeżakami, a do tego wizyta w Świątyni przypadła na drugi dzień wyjazdu, więc szybko i bezproblemowo daliśmy się wpuścić w maliny. Trzeba przyznać, że w miejscu świętym nawet nie przyszło nam na myśl, że ktoś może chcieć nas oszukać. Tuż za kontrolą bezpieczeństwa zaczął się w okół nas kręcić starszy Lankijczyk, ‘mili ludzie’ pomyśleliśmy. Lankijczyk włóczył się za nami przez całą świątynię opowiadając ciekawe historie, robiąc zdjęcia i sprawiając pozory kogoś kto po prostu świetnie się bawi. Na koniec zażądał pięćdziesięciu dolarów, a o to żeby został naszym przewodnikiem nie prosiliśmy. Koniec końców zbiednieliśmy o 20 dolców, a po kilku dniach zorientowaliśmy się, że w tych warunkach jest to niemały majątek. Z jednej strony zdajemy sobie sprawę, że w kraju panuje ubóstwo, ale z drugiej oszustwo jest oszustwem i nie powinno być tolerowane w żadnych okolicznościach.

Po zakończonym zwiedzaniu świątyni i lekkim podniesieniu ciśnienia przez Pana Oszusta usiedliśmy na schodach obok świątyni i obserwowaliśmy ludzi. W oczy mocno rzucała się grupa pochodzących z północy Tamilów, a to ze względu na wielobarwne ubrania, które noszą. Nieśmiało podszedł do nas jeden z Tamilów i zapytał czy może zrobić sobie z nami zdjęcie. Po nim podeszła kolejna osoba i kolejna, dobre 10 minut spędziliśmy pozując do zdjęć. Teraz już wiemy, że życie celebryty do łatwych nie należy! Jak wytłumaczyli nam Tamilowie, na północy kraju pojawia się niewielu turystów, a nasz jasny kolor skóry stanowi dla nich swego rodzaju atrakcję turystyczną.

świątynia zęba

świątynia zęba

tamilowie

Muzeum Herbaty

W Kandy odwiedziliśmy także muzeum herbaty położone nieco poza centrum miasteczka. Na Sri Lance największą frajdę sprawiło nam jeżdżenie tuk tukami. Był to najtańszy środek transportu, a szalony, lewostronny ruch sprawił, że przestaliśmy myśleć o wesołych miasteczkach na dobre kilka miesięcy. Muzeum nazywa się ‘Ceylon Tea Museum’ i znajduje się na posiadłości Hanthane. Nie było to może najbardziej porywające muzeum w naszym życiu, ale wszystko zrekompensowała nam filiżanka najwyższej jakości herbaty.

Z muzeum ruszyliśmy pod posag Buddy znajdujący się na jednym ze wzgórz i polecony nam przez taksówkarza (kierowca tuk tuka to jeszcze taksówkarz czy może tuk tukarz?). Przypuszczamy, że pan chciał zarobić dodatkowe kilka rupii, ale bądź co bądź Budda zrobił na nas wrażenie. Bahiravakanda Vihara Buddha to nazwa posągu, której próba przeczytania przyprawia o ból głowy, uznaliśmy jednak, że może komuś planującemu odwiedzenie Kandy się ona przyda 🙂  Tego dnia mieliśmy szczęście- przy posągu nie było żywego ducha, więc w spokoju mogliśmy się poszwendać i porobić zdjęcia.

Targ w Kandy

W Kandy znajduje się także całkiem niezły targ. Warunki sanitarne mogą przyprawić o ciarki, ale to Azja, więc take it easy. Tam tak jest i niewiele można z tym zrobić, więc najlepiej zamknąć oczy i wcinać ze smakiem. Właśnie w Kandy kupiliśmy przyprawy, które przywieźliśmy bliskim na pamiątkę. Sri Lanka słynie z herbaty, wanilii i cynamonu. Są to świetne pomysły na pamiątkę czy prezent ze względu na cenę i to, że nie zajmują zbyt wiele miejsca.

Pokaz tradycyjnych tańców

Ostatniego wieczora postanowiliśmy nieco się ukulturalnić i wybrać na pokaz tradycyjnych tańców. Mówiąc szczerze nie jest to punkt absolutnie obowiązkowy, ale z braku laku w wolny wieczór można się wybrać. Nie jest to wydarzenie zwalające z nóg, a raczej stworzone pod turystów, trochę wieje Januszem, a miejsce pokazu wygląda raczej skromnie. Z drugiej strony to zawsze jakaś opcja na zbliżenie się z lankijską kulturą i praktycznie jedyna możliwość na zobaczenie tego typu tańców jeżeli nie przebywa się na wyspie w czasie świąt czy festiwali.

kandyMuzeum herbaty/Posąg Bahiravakanda Vihara Buddha

tancerze kandy

kandy

kandy

kandyWnętrze świątyni hinduskiej

kandy

kandyBuddyjska świątynia zlokalizowana tuż pod naszym balkonem

kandySzkoła zlokalizowana tuż by naszym pensjonacie

kandy

kandy

kandy

kandy