Włochy

Wyspa Capri

capri

Osławiona i oblegana przez tłumy w środku sezonu wyspa Capri to wizja, która zdecydowanie nam się nie podobała. Wizyta w styczniu okazała się strzałem w dziesiątkę, a Neapol był świetną bazą wypadową do eksplorowania tych pięknych okolic.

Decydując się na wyjazd do Neapolu w styczniu mieliśmy sporo szczęścia- dosłownie trafiliśmy w okno pogodowe. W czasie 2,5 dnia naszej wyprawy pogoda spisała się na medal! Świeciło słońce i jak na styczeń było całkiem przyjemnie- cienka kurtka czy sweter okazały się jednak niezbędne, grubiej trzeba było się ubrać wieczorem. Przy brzydkiej pogodzie wizyta na Capri zupełnie nie miała by sensu- wyspa najpiękniej prezentuje się w słońcu!

Na Capri dostaliśmy się promem z Neapolu i niestety nie była to tania przyjemność. Za prom zapłaciliśmy 45 euro za osobę, ale trzeba podkreślić, że wybraliśmy jedną z szybszych opcji. Po dopłynięciu do wyspy kupiliśmy bilety i skierowaliśmy się w kierunku Funicolare kolejki torowo-linowej, która niestety okazała się być zamknięta (prawdopodobnie ze względu na niski sezon). W zamian za nią po wyspie kursowały autobusy. Normalnie kolejka kursuje co 10-15 minut. Za każdy jednorazowy przejazd autobusem płaci się 2 euro.

Z portu Marina Grande udaliśmy się autobusem do miasteczka Capri. Z Piazza Umberto I rozpoczęliśmy eksplorację uliczek miasteczka, aż w końcu udało nam się zawędrować na punkt widokowy – Belvedere of Punta Cannone. Po zrobieniu kilku zdjęć zaczęliśmy spacerować w drugą stronę aż do punktu widokowego Belvedere Tragara. Będąc w Capri można by udać się na jedną z tras trekkingowych, ale niestety my nie mieliśmy na to czasu.

Po powrocie do miasteczka złapaliśmy autobus i udaliśmy się do miasteczka obok- Anacapri. Tam właśnie planowaliśmy krótki trekking na punkt widokowy, ale przed wędrówką musieliśmy napełnić brzuchy. Była niedziela, poza sezonem i miasteczko jakby wymarło, cudem udało nam się znaleźć otwartą pizzerię Al Buco. Zamówiliśmy dwie klasyczne pizze – Capriciosę i Salame, a do tego po butelce Nasturo Azzuro. Pizza we Włoszech to często fast food brany na wynos- tak więc zjedliśmy jedną z najlepszych w czasie wyjazdu na murku popijając ją zimnym piwem.

pizza na capri

Z pełnymi brzuchami (i pęcherzami…) ruszyliśmy w drogę, naszym celem było Monte Solaro na które w sezonie jeździ kolejka. Niestety kolejka nie działała, nie mieliśmy zbyt dużo czasu ze względu na godzinę promu powrotnego, a przewodniki mówiły o wielu różnych czasach dojścia na górę. Pocieszył nas Pan w pizzerii, że na pewno damy radę w 40 minut, udało się nam zmieścić w 30 minut , a zejście jak nie ciężko się domyślić było jeszcze szybsze. Widoki które zastaliśmy były przepiękne i nawet Aneta nie przepadająca za chodzeniem pod górę przyznała, że warto było trochę się spocić.

Po zejściu wróciliśmy autobusem do Capri gdzie udało nam się wypić drogi, kapryjski kieliszek prosseco. Następnie wróciliśmy autobusem do portu, żeby załapać się na prom.

Naszym zdaniem Capri to naprawdę piękna wyspa na której miło się zgubić, niestety nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić jak może wyglądać kiedy oblegają ją tłumy w czasie sezonu. Władze Capri coraz słabiej radzą sobie z nadmiarem turystów i już jakiś czas apelowały o ograniczenie liczby przypływających promów w trakcie wysokiego sezonu.

W drodze z Anacapri na Monte Solaro