Hiszpania

Północ Teneryfy – Garachico, Puerto de la Cruz i La Orotava

Północ Teneryfy jest bardzo niesłusznie niedoceniana i omijana- mówi się, że na północy ciągle pada, a niebo jest pochmurne. Z jednej strony było nam z tego powodu przykro, bo naszym zdaniem to tam właśnie jest najpiękniej, a z drugiej cieszyliśmy się, że nie ma tam zbyt wielu turystów. Delektowaliśmy jej pięknem sami, a żaden Japończyk nie wbijał się nam w kard. Wyprawa w te tereny była zdecydowanie jedną z najlepiej wspominanych! Na pytanie czy warto zapuścić się na północ zawsze będziemy odpowiadać, że tak- warto 🙂

Na Teneryfie byliśmy w marcu i naczytaliśmy się, że to własnie zimowe miesiące są tymi bardziej kapryśnymi i, że pewnie nie uda się złapać ładnej pogody na północy. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna, w zasadzie w czasie naszego wyjazdu lepsza pogoda utrzymywała się własnie na północy i to raczej w tamte tereny uciekaliśmy z południa. Oczywiście taka kolej rzeczy nie jest regułą, ale my zachęcamy do sprawdzania pogody na bieżąco w każdym mieście- może się okazać, że kilka kilometrów dalej jest już dużo przyjemniej.

Pierwszą miejscowością do której się kierowaliśmy było miasteczko Garachico położone w północno-zachodniej części wyspy. Oczywiście do momentu do którego jechaliśmy główną drogą z południa wszystko było pod kontrolą, ciekawiej zaczęło się dziać kiedy trzeba było zacząć nawigować GPS’em i zaznaczyliśmy najkrótszą opcję dojazdu.

El Tanque

El Tanque

Droga była kręta i często stroma, w małych wioskach zdażało nam się pobłądzić jakieś 10 razy, ale absolutnie tego nie żałujemy! Teneryfa to takie miejsce gdzie naprawdę czasami warto się zgubić. Dzięki temu mieliśmy drogę z niesamowitymi widokami i przejechaliśmy przez miejsca, które pewnie ominęlibyśmy jadąc inaczej. Pierwszą taką wioską było El Tanque położone stosunkowo wysoko nad poziomem morza, ale urocze i jak nie ciężko się domyślić – z oszałamiającym widokiem na ocean!

Las Cruces

Las Cruces z góry

Kolejnym miasteczkiem przez które przejeżdżaliśmy było położone nad samym morzem Las Cruces.

Garachico

Garachico

Po atrakcjach związanych z krętymi drogami udało nam się nareszcie dostać do Garachico, miasta zmiencionego z powierzchni ziemi przez wybuch wulkanu. Garachico w przeszłości było portem handlowym i strategicznym punktem Teneryfy, niestety wybuch wulkanu 1706 roku zniszczył dosłownie wszystko. Przez Garachico przeszły dwie fale lawy, a jedyne co ocalało w oryginale to zamek świętego Michała, który wielkością nie przywodzi na myśl zamku.

Garachico

Garachico

Garachico szybko zostało jednym z naszych ulubionych miejsc na wyspie- było cicho i spokojnie, a wszystko co nas otaczało było naprawdę piękne.

Garachico

Pozostałości po zamku św. Michała

Garachico

Po obiedzie postanowiliśmy wsunąć lody- orzeźwiające sorbety cytrynowy i z czerwonych owoców oraz ciekawie brzmiące bananowe i migdałowe.

Lody w Garachico

Przejazdem byliśmy także w Icod de los Vinos gdzie naszym zdaniem widok na El Teide był najbardziej zapierający dech w piersiach- połączenie ośnieżonego szczytu i palm jest niecodziennym zjawiskiem. W Icod de los Vinos znajduje się del Drago, czyli podobno najstarsza na świecie dracena. Drzewo znajduje się w parku botanicznym, a że nieszczególni z nas pasjonaci botaniki postanowiliśmy oszczędzić czas i pieniądze – zwłaszcza, że legendarne drzewo widzieliśmy spoza parku. Niestety kadry nie były zbyt korzystne i nie mamy nawet jej zdjęcia.

Icod de los Vines

Naszym kolejnym przystankiem było Puerto de la Cruz. Postawiliśmy na krótki spacer przy morzu i uznaliśmy, że pozwolimy sobie na chwilę leżakowania przy zlokalizowanych nad morzem basenach. Oczywiście wejście do Piscinas nie jest darmowe, ta przyjemność kosztowała nas 5,5 euro. Woda była niestety za zimna na jakiekolwiek dłuższe kąpiele, ale miejsce ma rajski wygląd, a jak wiadomo zdjęcia na instagrama same się nie zrobią. Mimo wszystko uważamy, że warto tu przyjechać zwłaszcza jeżeli waszą główną rozrywką jest plażowanie- bo ileż można leżeć w tłumie niemców i brytyjczyków na Playa Del Duque?

Puerto de la Cruz

Piscinas w Puerto de la Cruz wyglądają bardzo rajsko

Puerto de La Cruz

Puerto de La Cruz

Nie spędziliśmy na basenach strasznie dużo czasu z dwóch względów- po pierwsze po prostu je zamykali, a po drugie mieliśmy jeszcze jedno miejsce do odwiedzenia tego dnia. Po tym krótkim leżakowaniu udaliśmy się do pięknej i spokojnej La Orotavy.

Casa de los Balcones la Orotava

Casa de los Balcones la Orotava

Po wjechaniu do miasta zostawiliśmy samochód na darmowym parkingu przy Casa de los Balcones, gdzie nie obyło się bez przygód. Do samochodu wracaliśmy po zmroku i zastaliśmy zamkniętą bramę prowadzącą na parking. Nasze serca były już mniej więcej w okolicy gardła, ale szybko przekonaliśmy się, że bramę możemy sami otworzyć.

La Orotava

La Orotata

Po zostawieniu samochodu poszliśmy się poszwędać uliczkami starego miasta. Mieliśmy wrażenie, że trafiliśmy do miasta duchów- około godziny 19 na ulicach było po prostu pusto. Oczywiście okazało się, że miasto tętniło życiem już kilka ulic dalej. Po spenetrowaniu pobliskich uliczek zgłodnieliśmy i mieliśmy w planach kolację w Barze Los Castillos. Niestety przekonaliśmy się, że to miejsce jak i wiele w okolicy kościoła Nuestra Señora de la Concepción zamykało się o godzinie 18. Z braku szczególnych alternatyw w tej okolicy wybraliśmy otwarty jeszcze bar tapas Tasca Villera, gdzie jedzenie było raczej słabe i zdecydowanie tego miejsca nie polecamy.

Plac przy kościele Nuestra Señora de la Concepción

 Nuestra Señora de la Concepción po lewej

Na placu Garcia zlokalizowanym tuż przy kościele Nuestra Señora de la Concepción spędziliśmy dobre kilka chwil siedząc na ławce i delektując się wieczorem. Przypomniało nam się dzieciństwo, kiedy mieszkając na wsi spędzaliśmy często wieczory poza domem i otaczała nas ta przyjemna cisza i spokój, a zapach unoszący się w powietrzu przypominał o zbliżającym się lecie i końcu szkoły (ręka do góry kto ma podobne wspomnienia z dzieciństwa).

La Orotava

La Orotava nocą

Po zmroku postanowiliśmy powoli zbierać się do domu, a raczej do hotelu w którym spaliśmy. Jak już wspominaliśmy wcześniej- po przejechaniu kilku ulic okazało się, że centrum życia znajdowało się całkiem niedaleko i, że jakimś cudem pominęliśmy przepiękne ogrody – Jardínes del Marquesado de la Quinta Roja i ogrody Victorii. Oglądając zdjęcia z tych miejsc zwijamy się z zazdrości, że sami tam nie byliśmy- bądźcie mądrzejsi od nas i tego nie przegapcie!