Irlandia

Wyprawa na księżyc – Płaskowyż Burren

płaskowyż burren

Ktoś kiedyś powiedział, że w Burren jest za mało wody żeby kogoś utopić, za mało drzew żeby go powiesić i niewystarczająco ziemi, żeby go pogrzebać. Jednak jest tam zdecydowanie wystarczająco kamieni, żeby kogoś ukamienować. Płaskowyż Burren to niekończące się połacie jasnych, wapiennych kamieni w północnej części hrabstwa Clair w Irlandii.

Burren odwiedziliśmy po drodze na Moherowe Klify i w porównaniu do nich płaskowyż jest spokojny i nieco wyludniony. Naczytaliśmy się o tłumach i owszem, jeśli jedzie się wzdłuż oceanu i zatrzymuje w miejscach gdzie robią to też wycieczkowe autobusy to może być ciasno. My zagłębiliśmy się w wąskie dróżki i pozwoliliśmy sobie trochę pobłądzić, większość tych miejsc mieliśmy tylko dla siebie. Pojawiająca się gdzieniegdzie zieleń to jedyny element krajobrazu, który przypomina o tym, że to nie wyprawa na księżyc. Bardzo żałowaliśmy, że nie mamy więcej czasu- można tam wybrać się na 3-godzinny trek. Trasa wygląda niewinnie, ale obstawiamy, ze nie jest tak łatwo- w tym miejscu Burren było jedną, wielką kupa kamieni, które lubią uciekać spod stopy. Znalezienie początku trasy może nie być takie proste- informacji szukajcie tutaj.

W tamtych okolicach występują znikające jeziora, my prawdopodobnie trafiliśmy na suchą porę- jeziora były znacznie mniejsze niż na mapie. Co ciekawe jezior nie napędza deszcz, a wody gruntowe- kiedy ich poziom jest niski jeziora znikają. Kolor wody miejscami ma piękny turkusowy odcień, a to ze względu na to, że dno pokryte jest jasnymi głazami, a jezioro jest bardzo płytkie.

płaskowyż burren

Jeszcze do niedawna nie mieliśmy pojęcia, że na terenie Irlandii występują jaskinie, a dowiedzieliśmy się, ze są ich całe tysiące! Przejeżdżając obok znaków skusiliśmy się na wejście do jaskini Doolin. Jak się okazało skrywa ona największy stalaktyt w Europie i trzeci pod względem wielkości na świecie! Co prawda nie zapamiętaliśmy dokładnie gdzie znajdują się pierwszy i drugi (jeden prawdopodobnie w Brazylii), a internet podaje zupełnie różne informacje na ten temat. Przewodnik twierdził, że żeby dostać się do jednego z nich trzeba najpierw przebijać się 2 dni przez puszczę, a potem jeszcze nurkować. Doolin brzmi przy tym jak wyjście do sklepu po bułki. Niestety na jaskini robi się tez niezły biznes, wejście kosztuje 15 euro, my podobno trafiliśmy na super-okazję i zapłaciliśmy 13.5. Wielkość stalaktytu ciężko oddać na zdjęciach, więc musicie nam uwierzyć na słowo, że był naprawdę ogromny (mierzy 7.3 metra długości).

Z Moherowych klifów postanowiliśmy się dostać do Galway drogą ‘Wild Atlantic Way’, która wiedzie wybrzeżem Atlantyku. Na tej trasie płaskowyż Burren dosłownie znika we wzburzonych wodach Atlantyku. Dodatkowo po drodze można się zatrzymać na niezliczonej ilości plaż, my zrobiliśmy przystanek tylko na Fanore Beach. W innym przypadku dotarlibyśmy do domu pewnie o północy 😀 Zachodnie wybrzeże jest popularne wśród surferów, których bardzo podziwiamy. My nie potrafilibyśmy zanurzyć nawet czubka palca w tej lodowatej wodzie. Mamy nadzieję, że w przyszłości uda nam się spenetrować inne odcinki Wild Atlantic Way. Trasa wiedzie wzdłuż całego zachodniego wybrzeża Irlandii, a jej długość to około 2500 km. Przejechanie jej na rowerze to by było coś!

Ocean lubi wcinać się w lad i tworzyć zatoczki wyglądające jak jeziora, przy jednej z nich położona jest Kinvaara. Przez to urocze miasteczko przejechaliśmy pod koniec dnia i zrobilibyśmy tam przystanek gdybyśmy byli w innych nastrojach. Niestety my nie zrobiliśmy ani jednego zdjęcia- po drodze mieliśmy małe problemy z samochodem i nie byliśmy w nastroju na przystanki.

jaskinia doolinGigantyczny stalaktyt i niepozorne wejście do jaskini Doolin

burren

burren

burren

burren

burren

burren

burren
płaskowyż burren

płaskowyż burren

płaskowyż burren

plaża fanorePrzepiękna plaża Fanore