• Menu
  • Menu

NIETYPOWE ZAKĄTKI AMSTERDAMU – JORDAAN I DE PIJP

Czasu w Amsterdamie nie mieliśmy zbyt wiele, bo zaledwie weekend, ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zapuścili się w mniej turystyczne zakamarki miasta. W zasadzie to już taka nasza mała tradycja. Jadąc na city-break do znanego miasta musimy znaleźć w nim coś co zwykle nie trafia do zestawienia ’10 miejsc które musisz odwiedzić’. Szwendanie się po takich dzielnicach pozwala nam poczuć trochę autentycznego klimatu miasta i przy okazji podpatrzyć jak wygląda codzienne życie mieszkańców.

Jordaan

Jordaan to dzielnica położona na zachodzie Amsterdamu oddzielona od ścisłego centrum miasta nie czym innym jak kanałem. Jordaan to miejsce lekko hipsterskie, uwielbiane przez artystów, a co za tym idzie coraz bardziej modne. Ceny mieszkań w Jordaan sięgają podobno niebotycznych kwot czemu się wcale nie dziwimy, bo sami chcielibyśmy tam zamieszkać. Kiedy tylko przekroczyliśmy granicę Jordaan poczuliśmy się jak w innym Amsterdamie. Nagle na ulicach zabrakło tłumów turystów, a klimatyczne knajpki zapełniali lokalsi. Odwiedziliśmy Amsterdam w ciepły weekend, więc mieszkańcy Jordaan biesiadowali przy stoliczkach wystawionych na chodniki przed kamienicami. Na początku trudno było nam znaleźć rozeznanie w tym czy to stolik mikro knajpki znajdującej się na parterze czy może jednak ktoś urządził sobie lunch przed domem. Spokój i cisza Jordaan była kojąca po spacerze w gwarnym i zapełnionym przez turystów centrum Amsterdamu. Zmęczeni zrobionymi pieszo kilometrami usiedliśmy w przypadkowej knajpce w której było miejsce, większość lokali w sobotnie popołudnie pękała w szwach. W knajpce wszyscy klienci znali się nawzajem, a właścicielka była jednocześnie kucharką, kelnerką i barmanką. Ciężko było nam uwierzyć, że tak niewiele trzeba było się oddalić od centrum, żeby znaleźć odrobinę spokoju i niepowtarzalny klimat.

jordaan
jordaan
jordaan
jordaan
jordaan
jordaan
jordaan
jordaan
jordaan
jordaan

De Pijp

Dzielnicę De Pijp odwiedziliśmy na dwóch kółkach drugiego dnia naszego wyjazdu. Byliśmy w drodze do jedynego w stolicy wiatraka De Gooyer, który znajduje się poza centrum,a De Pijp było akurat po drodze. Ciężko było nie skorzystać z okazji i nie wstąpić po drodze, choć najciekawiej w De Pijp jest prawdopodobnie w inne dni tygodnia kiedy otwarte są targi. De Pijp w ciepłe, niedzielne popołudnie to prawdziwa sielanka. Cisza i spokój, parki zapełnione po brzegi odpoczywającymi mieszkańcami miasta. Nikt się nie spieszył, a ruch na ulicach De Pijp wydawał się martwy. Upał dawał się we znaki, więc kopiliśmy po kubku lemoniady od dziewczynki mającej staganik przed jedną z kamienic. Poczuliśmy się przez chwilę jak w amerykańskim filmie! Spodobał nam się ten sielski klimat i piękne kamienice porośnięte bluszczem i kwiatami. Było tak przyjemnie, że przestaliśmy żałować, że nie możemy odwiedzić targu Albert Cuyp, który zamknięty jest jedynie w niedziele. De Pijp to dzielnica trochę nietypowa, bo nie poprzecinana systemem kanałów, można się tam więc poczuć jak w zupełnie innym mieście. Nam brak kanałów jednak nieszczególnie przeszkadzał, bo i bez nich jest tam pięknie. Nie spotkaliśmy tam tego dnia ani pól turysty co zaskoczyło nas równie bardzo jak w sobotnie popołudnie w Jordaan. Możliwe że to za sprawka tego, że najbardziej oblegane miejsce w dzielnicy, czyli uliczny targ w niedziele jest nieczynny. Spokój na ulicach zdecydowanie zrekompensował nam brak możliwości zobaczenia targu!

de pijp
de pijp
de pijp
de pijp
de pijp
de pijp