• Menu
  • Menu

DUBAJ – MIASTO MARZEŃ

Strzelające w górę wieżowce, jeden wyrastający obok drugiego jak grzyby po deszczu. Butiki najbardziej cenionych projektantów, nieziemsko drogie restauracje i wizerunki obrzydliwie bogatych szejków na budynkach. A z drugiej strony niekończąca się budowa, dziury w ziemi zwiastujące nowe inwestycje i żar lejący się z nieba. Wywożeni przepełnionymi autobusami na przedmieścia azjatyccy robotnicy pracujący w pocie czoła niezliczone godziny. Tam gdzie niedawno była kupa piachu wzniesiono potężne miasto, na grobach przyjeżdżających za chlebem robotników… Dubaj choć robiący ogromne wrażenie jest miastem, które nie każdy polubi. W Dubaju spędziliśmy trzy dniowy stopover po drodze na Sri Lankę, o tym jak spędziliśmy czas w mieście marzeń opowiadamy poniżej.

Z lotniska oddalonego od centrum miasta o około 13 kilometrów dostaliśmy się na Dubaj Marina. Marinę od lotniska dzieli około 45 kilometrów i oba te miejsca znajdują się w granicach miasta. Pokonanie tego dystansu uświadomiło nam jaki Dubaj jest ogromny. Podróżując metrem nadziemnym mieliśmy okazję zapoznać się z miastem niedługo po opuszczeniu samolotu. Podobieństwa do Miami nie trzeba długo szukać, upodobanie szejków do tego amerykańskiego miasta bije po oczach. I widać, że chcieli bardziej i mocniej.

Dubaj – podejście pierwsze

Nasza podroż odbywała się końcem września, a pomimo tego żar lał się z nieba i każda minuta poza klimatyzowanym pomieszczeniem zdawała się nie kończyć. Z tego tez powodu szybko przekonaliśmy się, że założony przez nas sposób zwiedzania to zupełne fiasko. Planowaliśmy sporo chodzić, ale temperatura zwyczajnie to uniemożliwiała, a do tego wcale nie było tak blisko jak wydawało się na mapie. Spójrzmy prawdzie w oczy – w Dubaju na pełnym słońcu przebywają tylko budowlańcy i idioci. Pierwszego dnia po spacerze i próbie odnalezienia stacji kolejki monorail wiodącej na palmę Jumeirah poddaliśmy się i wróciliśmy do hotelu Ramada na Dubai Marina. W zasadzie jedyną rzeczą, którą udało się nam tego dnia zobaczyć była plaza Marina, która jest już chyba ostatnią publiczną plażą w mieście. Przynajmniej wtedy była, bo był to 2014 rok, a Dubaj zmienia się w zawrotnym tempie. Plan działania postanowiliśmy przemyśleć sprawę leżąc przy basenie i popijając zimne drinki. Choć zwykle porywa nas wir biegania po mieście w Dubaju wydało się to najlepszą formą spędzania czasu.

Dubaj – podejście drugie

Ze względu na stracony czas pierwszego dnia drugi okazał się być intensywniejszy niż planowaliśmy. Kolejnego dnia postanowiliśmy być mądrzejsi i nie zamierzaliśmy spacerować. Rozpoczęliśmy szturmem na palmę Jumeirah, wejście do kolejki jednotorowej wskazał nam wiozący nas taksówkarz. W czasie przejazdu kolejką obserwowaliśmy luksusowe domy przy prywatnych plażach znajdujące się na ‘liściach’ palmy. Sztuczna wyspa robi wrażenie, a zwieńczona jest ogromnym hotelem Atlantis.

Z wyspy ruszyliśmy w stronę Dubai Mall, ogromnego centrum handlowego w samym sercu Dubaju. Lodowisko, gigantyczne akwarium i zastęp luksusowych sklepów to dla dubajczyków zupełnie normalna sprawa. Z centrum handlowego łatwo dostać się do najwyższego (obecnie) budynku świata Burj Khalifa. Widok z 124 pietra robi ogromne wrażenie, a trzeba podkreślić, ze nie jest to piętro ostatnie. Z budynku rozciąga się widok na całe miasto, palmę Jumeirah, widać nawet pustynię i tor wyścigowy dla wielbłądów. Przy budynku Burj Khalifa i Dubai Mall znajduje się ogromna, interaktywna fontanna. Wielkością dorównuje małym jeziorom, pływanie po niej łódką to żaden problem. Wieczorami odbywają się pokazy połączone z grą świateł i muzyką, ciarki na plecach gwarantowane!

Do Burj Khalify wróciliśmy jeszcze tego samego dnia na kolację w restauracji Armani Ristorante znajdującej się na parterze budynku. Serwowane jedzenie i wino było wyborne, ale tego samego nie możemy powiedzieć o rachunku. Uznaliśmy jednak, że raz się żyje i, że będziemy żałować jeśli taką okazję przepuścimy.

Wieczór spędziliśmy z shishą i przekąskami na dachu naszego hotelu, gdzie znajdował się bar. Tego typu miejsc jest w Dubaju sporo, a miasto jest pięknie oświetlone co zapewnia cudowne widoki. Bary w hotelach to swego rodzaju obejście zakazu sprzedaży alkoholu, hoteli zakaz nie obowiązuje. Z resztą podobno w Dubaju można kupić alkohol w sklepach, tylko trzeba wiedzieć jak ich szukać, a znajomy arab podzielił się z nami informacją, że nawet w konserwatywnym Abu Dhabi istnieją kluby ze striptizem…

Dubaj – dzień trzeci

Ostatniego już, trzeciego dnia postanowiliśmy wyruszyć na stare miasto. Jest w tym trochę ściemy, bo to miejsce nie jest wcale takie stare. Na Dubai Creek dostaliśmy się metrem, jest to zatoka przypominająca raczej rzekę po której obu stronach rozciąga się ‘stare miasto’. Tak naprawdę tylko maleńka część dzielnicy nazywanej starym miastem pochodzi z 1890 roku. Patrząc na wiek europejskich miejsc tego typu wychodzi na to, że Dubajskie stare miasto jest raczej młodzieniaszkiem. Mieliśmy także duże nadzieje na znalezienie jednego z targowisk, tak zwanych ‘soukow’, których podobno jest tam pełno. Najbardziej zależało nam na tym z przyprawami, ale targ ze złotem brzmiał równie zachęcająco. Nie wiemy co zrobiliśmy źle, czy to nawigacja czy fakt, że w upale szybko się poddawaliśmy, ale żadnego z nich nie znaleźliśmy.

Wybraliśmy się także do stylizowanego na stare, arabskie miasto centrum handlowego Souk Madinat Jumeirah. Nie ma tam tyle przepychu co w Dubai Mall, można by w zasadzie określić to miejsce jako “przytulne”. Dodatkową zaletą jest fakt, że widać stamtąd Burj al Arab, czyli najbardziej luksusowy hotel świata. Chętnie zwiedzilibyśmy go od środka, ale zakładamy, że nie jest to ot taka łatwa sprawa. Ograniczyliśmy się do oglądania tego charakterystycznego budynku w kształcie żagla z daleka.

dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj
dubaj